Po niekorzystnym dla kukurydzy poprzednim roku ten sezon także zaczął się od utrudnień. Niesprzyjające warunki atmosferyczne przekładały się na ograniczenia w walce z chwastami. Ta sytuacja kolejny raz udowodniła, że odchwaszczanie kukurydzy wymaga zarówno przemyślanej strategii, jak i uważnego obserwowania przebiegu pogody i dostosowywania do niego technologii herbicydowej. Przy tak wielu problemach i coraz większych areałach tej uprawy rolnicy powinni odejść od dawnych przyzwyczajeń i postawić na system, który łączy skuteczność z większą elastycznością w zwalczaniu chwastów.
Druga połowa sezonu wegetacyjnego kukurydzy, kiedy kolby już dojrzewają i zbliżają się zbiory, to okres, kiedy można ocenić skuteczność podejmowanych działań i zabiegów. W przypadku tej uprawy kluczowe jest oczywiście zwalczanie chwastów – w praktyce plantatorzy skupiają się właśnie na tych zabiegach. Ze względu na dużą wrażliwość kukurydzy na konkurencję powinny być one wykonywane na jak najwcześniejszym etapie, żeby rośliny uprawne rozwijały się bez przeszkód i wykorzystywały niezbędne zasoby wody i substancji odżywczych. Trzeba pamiętać, że gdy na polu występuje zachwaszczenie, kukurydza wręcz wstrzymuje wzrost, co w początkowych fazach jest bardzo niekorzystne. Ponadto okres, kiedy rolnicy są w stanie wjechać w pole i wykonać oprysk, jest relatywnie krótki. Gdy kukurydza osiąga większą wysokość i zakrywa międzyrzędzia, dalsze zabiegi stają się już niemożliwe.
Jaka była wiosna 2026 roku w kukurydzy i z jakimi trudnościami mierzyli się plantatorzy? Warto przeanalizować czynniki, które spowodowały, że nie zawsze udawało się wyeliminować zachwaszczenie. To aspekt, który wpływa później negatywnie na wielkość plonu, a więc zmniejsza zysk.
Zabiegi doglebowe nie miały szansy zadziałać
Po trudnym ubiegłym roku również ten sezon nie rozpoczął się optymistycznie. Przede wszystkim problemem była ponownie wiosenna susza. Z tego powodu siewy kukurydzy odbywały się w niesprzyjających warunkach, przy braku wilgoci w glebie. W takiej sytuacji wykonywanie zabiegów doglebowych, wymagających obecności wody, w większości przypadków było po prostu niemożliwe. Niebawem sprawa skomplikowała się jeszcze bardziej na skutek spadków temperatury. W odniesieniu do rośliny ciepłolubnej, jaką jest kukurydza, to duże utrudnienie właśnie na etapie kiełkowania i wschodów.
Gdy po suchym początku wiosny w drugiej połowie maja wreszcie wystąpiły opady deszczu, doszło do przyspieszonego wykiełkowania wielu chwastów. Dlatego dość wcześnie można było wykonać zabiegi nalistne, które w tym roku przeważały na plantacjach. Jednak późniejszy przebieg pogody, ochłodzenie i intensywne deszcze w niektórych regionach Polski sprawiły, że wielu rolników musiało ponownie zastosować herbicydy – zwłaszcza na chwasty jednoliścienne, takie jak chwastnica jednostronna czy włośnice (sina i zielona).
Z czego wynikał kłopot z chwastami jednoliściennymi?
Na czym w praktyce polegała trudność ze zwalczaniem tych chwastów? Zarówno kukurydza, jak i chwastnica oraz włośnice prowadzą fotosyntezę typu C₄ (CAM) – charakterystyczną dla roślin pochodzących z gorącego i suchego klimatu. Dzięki temu dobrze znoszą one wysokie temperatury oraz silne nasłonecznienie, a także niedobory wody. Natomiast gdy dochodzi do spadków temperatur, metabolizm takich roślin spowalnia. W tych warunkach przemieszczanie się stosowanych substancji aktywnych, zwłaszcza należących do grupy sulfonylomoczników, jest ograniczone. Właśnie to sprawiło, że chwasty te, mimo wykonanych zabiegów, były jeszcze dość długo obecne na plantacjach kukurydzy.
Wraz z ociepleniem i kolejnymi opadami deszczu chwastnica i włośnice ponownie zaczęły intensywnie rosnąć. W takiej sytuacji rolnicy decydowali się na zabiegi poprawkowe. Niestety często były one wykonywane substancjami z tej samej grupy chemicznej, którą wykorzystywano za pierwszym razem, czyli zazwyczaj należącymi do pochodnych sulfonylomoczników. Na przykład nikosulfuron zastępowano rimsulfuronem, a więc nie było to zgodne z dobrą praktyką dotyczącą rotowania poszczególnych substancji i ich grup.
Rotacja substancji to wyzwanie
Mniejsza skuteczność takich zabiegów wynikała nie tylko z niewłaściwego doboru rozwiązania. Trzeba także pamiętać, że herbicydy zawierające sulfonylomoczniki słabiej działają na chwastnicę, która jest w fazie powyżej 5-6. liścia. To jednak nie koniec utrudnień. Na plantacjach, gdzie kukurydzę uprawia się w monokulturze, często substancje z tej grupy są stosowane od wielu lat. Przekłada się to na narastający problem odporności chwastów jednoliściennych, która w ostatnich latach występuje właściwie już w całej Polsce.
Prawidłowe rotowanie substancji herbicydowych jest niestety utrudnione również przez fakt, że postępuje proces wycofywania skutecznych rozwiązań do ochrony upraw, w tym kukurydzy. Taki los spotkał niedawno S-metolachlor – sprawdzony komponent do kontroli chwastów jednoliściennych o działaniu doglebowym, który zabezpieczał plantację na dłuższy okres.
Trzeba zmienić myślenie o odchwaszczaniu kukurydzy
W obliczu tych komplikacji pojawia się pytanie, co należałoby zrobić, aby w kolejnych latach uniknąć takich problemów ze zwalczaniem chwastów.
– Na pewno trzeba wziąć pod uwagę rotację substancji aktywnych, ale przede wszystkim zmianę myślenia o ochronie kukurydzy. Jest ona uprawiana już prawie na 2 milionach hektarów, dlatego nie da się, jak to było kiedyś, wykonać skutecznej ochrony herbicydowej jednym zabiegiem. Trzeba oczywiście uwzględnić specyfikę stanowiska, sposób, w jaki uprawia się to pole, obecny tam bank chwastów. I najważniejsze: decyzję o wyborze technologii rolnik musi podejmować na bieżąco – na podstawie lustracji i przebiegu pogody w danym sezonie – radzi Tomasz Przybylski, Menedżer ds. upraw rolniczych w firmie INNVIGO.
Wnioski z własnego pola
Oprócz pracy zawodowej w firmie chemicznej ekspert prowadzi w miejscowości Nowa Wieś koło Kutna gospodarstwo specjalizujące się m.in. w uprawie kukurydzy. Podczas sierpniowej lustracji na jednym z pól omawiał stan kukurydzy posianej tam pierwszy raz po dwuletniej przerwie. Na tej plantacji stosowane są uproszczenia uprawowe, tzn. technologia bezorkowa. W tym roku Tomasz Przybylski przekonał się osobiście, jak trudna jest walka z chwastami, kiedy warunki pogodowe są niesprzyjające i determinują dobór oraz skuteczność rozwiązań herbicydowych.
Wiosną w kukurydzy zastosowano trójskładnikowe preparaty o działaniu typowo nalistnym. Na jednej części plantacji był to Tudor 114 OD (florasulam, nikosulfuron, tifensulfuron metylowy), a na drugiej Mezonir 340 WG (mezotrion, nikosulfuron, rimsulfuron). Pozwoliły one skutecznie wyeliminować chwasty dwuliścienne, natomiast problemem okazały się ponownie wschodzące chwasty jednoliścienne. – Jeżeli stosujemy tylko zabiegi nalistne, nie podając żadnego komponentu doglebowego, musimy liczyć się z tym, że mogą wystąpić wtórne wschody chwastów jednoliściennych. Na mojej plantacji możemy zobaczyć dziś chwastnicę jednostronną i włośnice. Jeżeli byłby tu wykorzystany komponent doglebowy, myślę, że nie byłoby problemu z tymi wtórnymi wschodami – stwierdza plantator.
Technologia, która pozwala uniknąć problemów
Dokładna analiza warunków pogodowych i zdiagnozowanych w tym sezonie trudności to punkt wyjścia do opracowania strategii na kolejny rok. Jaki plan na odchwaszczanie kukurydzy ma Tomasz Przybylski? – Będę rozważał zastosowanie technologii sekwencyjnej, czyli na początek zabieg doglebowy z wykorzystaniem izoksaflutolu, np. wspomaganego terbutylazyną w celu lepszej kontroli chwastów dwuliściennych. Te dwie substancje, nawet pomimo potencjalnej suszy, będą w stanie w jakimś stopniu ograniczyć chwasty – zwłaszcza jednoliścienne, które są uodpornione na sulfonylomoczniki. Oczywiście później na podstawie lustracji będę dobierać preparaty i robić korekty pod kątem chwastów, jakie zostaną na tym polu.
Jeżeli chodzi o rozwiązania z portfolio INNVIGO, do zabiegu doglebowego można wykorzystać herbicydy: Metodus 650 WG (izoksaflutol, mezotrion, terbutylazyna), Taizza Plus 250 SC (izoksaflutol), La Zina 500 SC (terbutylazyna).
Źródło: innvigo.com


